O losie, ale dzień :) Najpierw wróciłam z treningu i zaczęłam robić z siostrą pampaapaparam ! muffiny.
Muszę przyznać, że wyszło ich ok 50.
a porcja była niby na 12 jedna , a robiłam dwie.
NO SPOKO :) Wszyscy żyją i Bartek żyje.
Nie, nie będę kucharzem raczej. W ogóle nie myśle,
nie nie nie nie myślę. Żałuję, że nie poszłam na 18-stke Pauliny,
ale Mikey, Mikey, Mikey. Obudził się wczoraj : O
brawo, złotko, brawo! I tak jakoś spędziłam dzień z bartoszem, potem u babci jednej i drugiej. A za tydz. wypierniczam na Wronią do babci na noc. :>
Jak sobię myślę, codziennie, że nie długo przeżyje
najwspanialsze 2 tyg w życiu znów. TO MNIE NOSI !





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz